mi-cha-el blog

Twój nowy blog

Dawno

Brak komentarzy

Moja próba literacka sprzed. 13. lat. Skończyla się niepowodzeniem. Ale jest zbyt cenna żebym odchodził. Zbyt wiele przez ten czas się stało, żebym mógł to porzucić.

Te 5 lat na blogu zatrzymało dla mnie najciemniejszy czas z dala od wyparcia. Chciałbym zatrzymać teraz ten jaśniejszy, zintegrować go, zrozumieć, pozostawić pamięci która w losowym dniu wróci mnie tutaj, jak dziś wieczór.

***

Właśnie przeczytałem że blog.pl za 3 tygodnie się zamyka. W ostatniej chwili. Ściągam wszystko.

Pożegnania

1 komentarz

Czasem jest tak, jakby relacja z człowiekiem czy rzeczą zawieszała się w człowieku, zamiast w nim się domknąć i dokończyć.

Jest jak zapomniany, zamknięty w sejfie bukiet kwiatów.
Kiedy po długim czasie, przez przypadek, otwiera się ten sejf, okazuje się, że one tam ciągle są, że w niezrozumiały sposób jeszcze nie do końca uschły, że zaskakująco istnieją.
I że wystarczy je z tego sejfu wyjąć i potrzymać na stole przez kilka dni, żeby ostatecznie, w przeczuwanej żałobie, umarły.

Takie hipotetyczne rozważanie. Hipotetyczne i bardzo surowe, niesprawdzone, mocno intuicyjne.

Relacja między dwojgiem ludzi nawiązuje się i żyje za każdym razem, kiedy wzajemnie poświęcają oni sobie uwagę.
Nawet na ulicy, patrząc na siebie wzajem, czy po prostu zauważając swoją obecność, a nawet udając że się nie zauważa, milczy, czy świadomie ignoruje.
Kiedy posiada się świadomość obecności kogoś, nie da się nie wysyłać komunikatu. Relacja jest nawiązana, druga osoba staje się częścią posiadanego w danej chwili obrazu rzeczywistości.

Wzajemna uwaga w kontakcie tworzy łącznie nową jakość, coś na kształt połączenia między umysłami, w którym to połączeniu dochodzi do współdzielenia odczuć i myśli, ale które samo z siebie jest już czymś więcej niż tylko sumą dwóch jednostek, czy dwóch świadomości/uwag.
Odwzajemniona uwaga jest w tych ramach myślowych podstawą relacji.

Jej brak, zwłaszcza w przypadku tylko jednej ze stron, jest bolesny i niszczący.
Poszukiwanie relacji i uwagi jest próbą jej nawiązania, być może podszytą potrzebą zatopienia się w umyśle lub odczuciach drugiej osoby.

Ciekawe jak to się przekłada na działanie w grupie. Koncentracja uwagi na wspólnym obiekcie (czy to celu, czy osobie, czy idei)?

Wygląda mi na to, że do radości i szczęścia potrzebna jest odpowiednia proporcja działania celowego i (nie)działania pozbawionego jakiegokolwiek składu, sensu i ładu.
Poszerzając – kiedy zbyt długo płynąłem z prądem, czułem się przygnieciony i oszołomiony potęgą tego, co obserwowałem.
Kiedy teraz za dużo działam, czuję, że brakuje mi czucia siebie i emocji, które płyną z – po prostu – bycia.

Ciekawe, czy proporcja między tymi dwoma rzeczami potrzebna każdemu człowiekowi różni się między ludźmi. I czy mogłaby być zmienną indywidualną w psychologii.

Pusta ulica szarych, odrapanych ścian, dziur w asfalcie i uschniętych kikutów drzew w środku bezśnieżnej zimy.
Ciepła, stara kurtka, wysokie buty, wypłowiałe spodnie i popruta czapka. Dawno opuszczone miasto dookoła moich kroków.
Za długo chodziłem nagi po placu z przypadkowych ludzi, żebrząc o ciepły kęs, pozwalając im głaskać mnie z aprobatą, albo wylewać na moją głowę ich pomyje.
Czas wyruszyć w swoją stronę.

***

To wszystko bolesne, nieprzyjemne, to wszystko dla czego szukałem usprawiedliwienia, zrozumienia, sensu, od czego uciekałem w używki.
To po prostu jest.

Może moja droga do mnie prowadzi przez przygarnięcie, akceptację.
Nie przez ucieczkę, nie przez rozumienie, ale przez przyjęcie siebie takiego jakim jestem.
Nawet jeśli oznacza to, że będę musiał nosić ten ciężar przez resztę swojego życia, a samotność jest moim przeznaczeniem.

Wytrzymam.

Trylogia Mass Effect ukończona.
6 tygodni.

Ostatnim razem, czyli (dokładnie – długi weekend majowy 2012) 2 lata temu, zajęło mi to dokładnie tydzień.
Jest coś ważnego w sposobie, w jaki powtarzam i powracam, ten sam przedmiot, nowe perspektywy.
Cykl. Spirala.

Wola

Brak komentarzy

Być może to jest coś, czego mi brakowało.
Wola, jako siła do robienia rzeczy, na które nie ma się ochoty i nie robienia rzeczy, na które ochotę się ma.
Zmuszanie, które nie jest gwałtem, a raczej ostrożnością.
Długo tego nie rozumiałem, za długo.

To dobry moment, żeby doświadczyć, poćwiczyć i wzmocnić wolę. Do lipca. Zobaczymy gdzie zawędruję.

Zabawna sprawa.
Od miesiąca jestem po raz pierwszy w życiu naprawdę wolny. W miarę solidnie oparty na samym sobie, z pełną swobodą do dokonywania własnych wyborów, robienia wszystkiego co zachcę i ponoszenia wszelkich konsekwencji. Moje życie jest moje.
I z tego wszystkiego nie mam pojęcia, co robić.

A może zupełnie niepotrzebnie katowałem się myślami o swojej samotności? Może nie o samotność chodzi, ale o to, że potrzebuję dzień domknąć, zakończyć rytuałem?
I czy to notka na blogu, czy to pocałunek i wtulenie, czy setka wódki, czy papieros – nieważne. Ważne, żeby dawało przyjemność i uspokojenie.

A może chodzi o to, że szukam uzasadnienia dla prostej, chwilowej, nierozszczepialnej emocji i łudzę się, że znajdę jej zaspokojenie w rytuałach.

Mi-cha-el

Brak komentarzy

Przypominam sobie, dlaczego w ogóle kiedykolwiek intensywnie pisałem na tym blogu.
I ile to miało wspólnego z samotnością i próbą zapełnienia pustki w sobie, poprzez wylewanie siebie w próżnię wyobrażonego, internetowego Innego.

Teraz zaczyna być to samo, nieco inaczej – nie ma już widowni, jestem sam sobie z potencjalnym kimś kiedyś, bez szczególnego przywiązywania czegokolwiek do kogokolwiek.

***

Byłoby szczególnie smutno, gdyby się okazało, że już nigdy w życiu nie spotkają mnie takie radości, jak w ciągu ostatnich wakacji.
Czuję się za tym morzem dość uwiązany, poplątany sam sobą. Przegrupowujący, pogrążający. Nie jestem przekonany, że tędy droga, ale wszystkie inne których próbowałem zawiodły.

I mimo iż *wiem*, że robię dobrze i że to minie, bo żadna emocja, żadne uczucie nie są wieczne, to i tak nie mam pojęcia, co zrobić, gdzie iść, wpadam w ten sam kryzys co za każdym razem, kiedy jestem sam zbyt długo.


  • RSS